Poniedziałek, 24 lipca 2017       Imieniny: Kingi, Krystyna, Michaliny

 

 

 

 

 

Liturgia Słowa na dziś »


Najnowsze informacje: Odpust ku czci św. Krzysztofa | XV Niedziela Zwykła | XIV Niedziela Zwykła | XIII Niedziela Zwykła | XI Niedziela Zwykła |
Aktualności parafialne

Odpust ku czci św. Krzysztofa
Imię Krzysztof wywodzi się z języka greckiego i oznacza tyle, co "niosący Chrystusa". O życiu św. Krzysztofa brak pewnych wiadomości. Według późniejszych, ale prawdopodobnych świadectw, opartych na tradycji, św. Krzysztof miał pochodzić z Małej Azji, z prowincji rzymskiej Licji. Tam miał ponieść śmierć męczeńską za panowania cesarza Decjusza ok. 250 roku. Jest jednym z Czternastu Wspomożycieli, czyli szczególnych patronów.
Najstarszym dowodem kultu św. Krzysztofa z Licji jest napis z roku 452, znaleziony w Haidar-Pacha, w Nikomedii, w którym jest mowa o wystawionej ku czci Męczennika bazylice w Bitynii. Dowodzi to niezawodnie, że w tym czasie Święty odbierał szczególną cześć w Nikomedii i w Bitynii. Jest także podana wzmianka, że w synodzie w Konstantynopolu w 536 roku brał udział niejaki Fotyn z klasztoru św. Krzysztofa, co również potwierdza kult Męczennika. Papież św. Grzegorz I Wielki (+ 604) pisze, że w Taorminie na Sycylii za jego czasów istniał klasztor pw. św. Krzysztofa.
Z powodu braku szczegółowych informacji o św. Krzysztofie, średniowiecze na podstawie imienia "niosący Chrystusa" stworzyło popularną legendę o tym świętym. Według niej pierwotne imię Krzysztofa miało brzmieć Reprobus (z greckiego Odrażający), gdyż miał on mieć głowę podobną do psa. Wyróżniał się za to niezwykłą siłą. Postanowił więc oddać się w służbę najpotężniejszemu na ziemi panu. Służył najpierw królowi swojej krainy. Kiedy przekonał się, że król ten bardzo boi się szatana, wstąpił w jego służbę. Pewnego dnia przekonał się jednak, że szatan boi się imienia Chrystusa. To wzbudziło w nim ciekawość, kim jest ten Chrystus, którego boi się szatan. Opuścił więc służbę u szatana i poszedł w służbę Chrystusa. Zapoznał się z nauką chrześcijańską i przyjął chrzest. Za pokutę i dla zadośćuczynienia, że służył szatanowi, postanowił zamieszkać nad Jordanem, w miejscu, gdzie woda była płytsza, by przenosić na swoich potężnych barkach pielgrzymów, idących ze Wschodu do Ziemi Świętej. więcej 

XV Niedziela Zwykła
Kluczem do właściwego odczytania dzisiejszej Ewangelii jest jedno słowo: rozumieć. Słowo Boże, jeśli ma wydać owoce w naszym życiu, musi być najpierw dobrze zrozumiane

Może właśnie tu kryje się odpowiedź na nasze różne wątpliwości i frustracje związane z bezowocnością wiary? Brak zrozumienia słowa Bożego powoduje, że nie widać skutków głoszenia Ewangelii.

Owo zrozumienie słowa Bożego wcale nie musi polegać na intelektualnej uczoności i analizach lingwistyczno-teologicznych. Wręcz przeciwnie: chodzi o ufne i pokorne przyjęcie tego, co Bóg zakrył przed uczonymi, a objawił prostaczkom. Zrozumieć słowo Boże, to znaczy uchwycić najpierw jego istotny sens, czyli Dobrą Nowinę o zbawieniu, o tym, kto i jak jego dokonał; o miłości Boga, która wyraża się przez miłosierdzie, oraz o tym, jak należy na tę miłość odpowiedzieć. Tak przyjęte słowo Boże wydaje owoce.

Potrzebne są zatem dwa czynniki: trud siewcy, który głosi słowo, i trud słuchacza, który słowo przyjmuje. Samo słowo jest czynnikiem niezawodnym, doskonałym, gdyż pochodzi bezpośrednio od Boga, posiada obiektywną wartość, absolutną prawdę. Siew głoszenia słowa Bożego powinien być obfity, wręcz rozrzutny. To zadanie należy już do biskupów i kapłanów, choć w pewnej mierze także do łudzi świeckich, którzy własnym życiem powinni dawać świadectwo wiary. Od naszego wspólnego zaangażowania, modlitwy, gorliwości i poświęcenia będzie zależało, czy słowo Boże dotrze do ludzkich serc w sposób czytelny i przekonujący, czy też nie. więcej 

XIV Niedziela Zwykła
Chrystus pokazuje, że droga do poczucia własnej wartości, udanego życia, a tym bardziej do zbawienia nie prowadzi przez sukcesy i powodzenie. Nawet ci, którzy przez uczciwy trud i życiową roztropność zdobyli jakąś pozycję, nie mogą być zbyt pewni siebie. Zapatrzeni we własne sukcesy, choćby i zasłużone, nie powinni unosić się pychą i chlubić własnymi zasługami, gdyż one wcale nie muszą być wyrazem prawdziwej wartości człowieka i gwarancją zbawienia.

Chrystus pokazuje, że zbawia Bóg, a nie nasze wysiłki. W dziedzinie zbawienia pokorne przyjęcie Bożego daru i okazanie Bogu wdzięczności znaczy więcej niż osobiste osiągnięcia. To, co Bóg robi dla człowieka, jest znacznie ważniejsze niż to, co człowiek może zrobić dla Boga. Boże upodobanie i miłosierdzie jest ważniejsze niż nasze sukcesy, sława i wielkość.

To jest właśnie istota Ewangelii, jakże często zakryta i niezrozumiała dla tych, którzy wolą polegać na własnych wysiłkach i dokonaniach. Ludzie prości i pokorni, ci, którzy często są zepchnięci na margines życia, ludzie którzy pomimo szczerych chęci i uczciwych wysiłków ponieśli porażki, ale potrafią je przyjąć w duchu zaufania do Boga, są bliżsi Jezusowi niż ci, którzy mają czym się popisać i innym zaimponować. Ta prosta, a zarazem tak sprzeczna z duchem naszych czasów prawda, z największym trudem przebija się do ludzkich serc i umysłów.

I może właśnie ta wszechpotężna żądza sukcesu i znaczenia, nieustanna rywalizacja o pierwszeństwo, utożsamianie szczęścia i poczucia bezpieczeństwa tylko z tym, co się osiągnie samemu... - może to wszystko jest największym ciężarem, jaki współczesny człowiek sam nakłada na swoje i cudze ramiona; jest źródłem stresów, nerwów, lęku i bezwzględnej konkurencji. więcej 

Starsze informacje:
  • XIII Niedziela Zwykła
    Po dwóch tysiącach lat orędzie Jezusa nie straciło nic na swojej jednoznaczności: jeśli ktoś chce do Niego należeć, być Jego uczniem, musi się zaprzeć samego siebie i — tak jak On — dźwigać swój krzyż. Trudno nam dostrzec w tych słowach dobrą nowinę... To raczej przerażająca nowina! Wydaje się nam, że dobrze znamy Jezusa. Wiele o Nim słyszeliśmy. Jesteśmy dogłębnie wzruszeni, gdy wyobrażamy sobie, jak z miłością pochyla się nad człowiekiem. Podziwiamy Jego wolność, odwagę i konsekwencję. Sami chcielibyśmy tak żyć i postępować. Wiemy jednak też, że Jezus został ukrzyżowany i że w tym momencie opuścili Go uczniowie, bo wydawało im się, że ich Mistrz poniósł sromotną klęskę. Ale Jezus stawia sprawę jasno: kto chce należeć do Niego, musi pójść tą samą drogą co On. Taka perspektywa nas przeraża, bo kto bierze na swoje ramiona krzyż, zajdzie niechybnie na miejsce straceń. Zapominamy jednak o jeszcze jednym zdaniu Jezusa; obiecał przecież, że kto straci swoje życie z Jego powodu, znajdzie je. Czegóż to ludzie nie robią, by ratować swoje życie! Czegóż to my nie robimy, by zachować swoje życie, uczynić je przyjemniejszym, znośniejszym. I naraz to wszystko ma być pozbawione sensu? Czy naprawdę możemy znaleźć życie tylko wtedy, gdy je stracimy? Ta niesłychana teza kieruje nasz wzrok znowu na krzyż Jezusa. Tuż przed śmiercią Ukrzyżowany wykrzyczał z siebie: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?” Ale po trzech dniach ci, którzy w Niego zwątpili, którzy myśleli, że Bóg faktycznie Go opuścił, doświadczają czegoś niewiarygodnego: Ten, który zginął na krzyżu, staje znowu żywy pośród nich; Bóg wskrzesił Go z martwych! To spotkanie ze Zmartwychwstałym jest dla uczniów źródłem niespotykanej mocy, uzdalniającej ich do pójścia tą samą drogą co ich Mistrz. I to doświadczenie umacnia w nich przekonanie, że istotnie mogą znaleźć życie, tracąc je z Jego powodu. więcej 
  • XI Niedziela Zwykła
    Celem Jezusa było nie tylko zbawienie ludzi, czyli zapewnienie im wstępu do nieba, lecz także odkupienie, czyli zorganizowanie godnego życia na ziemi Owo zorganizowanie miało się dokonać na sposób ludzki, czyli w obrębie struktur społecznych, z respektowaniem praw rządzących życiem wspólnotowym. Ale wspólnota ta miała być także przepojona duchem Bożym, łaską, niewidzialną obecnością Boga. Owo połączenie elementów ludzkich i boskich miało się dokonać w Kościele i poprzez Kościół, czyli wspólnotę ludzi wierzących, ochrzczonych w imię Trójcy Świętej. Kościół zrodził się dopiero po śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa, a objawił po Zesłaniu Ducha Świętego. Ale zalążkiem i doświadczalnym laboratorium dla Kościoła była najpierw kilkudziesięcioosobowa wspólnota uczniów i apostołów Jezusa. Mieli oni pod okiem Mistrza przetestować różne metody działania misyjnego i nauczyć się współpracować w pozyskiwaniu i kierowaniu ludźmi. Umiejętność ta miała być później niezbędna w funkcjonowaniu Kościoła. Jezus bowiem nie zamierzał wyręczać ludzi w tym, co miało być w Kościele ludzkie. A pozyskiwanie wierzących, głoszenie Ewangelii, nauczanie i zaradzanie codziennym potrzebom zarówno duchowym, jak i materialnym było zadaniem dla człowieka. Dlatego Jezus musiał tego wszystkiego swoich apostołów nauczyć, skoro mieli oni później przejąć od Niego troskę o Kościół. więcej 

Serwis Katolickiego Radia Podlasie

 

Fotogaleria


Bierzmowanie 2016
własne 2016-09-15
zobacz
Kalendarz wydarzeń
Zobacz cały kalendarz

 
 
statystyka
Parafia MB Królowej Korony Polskiej w Kopciach