|
Aktualności parafialne
III Niedziela Wielkiego Postu: Powołanie Mojżesza - posłuszeństwo Bogu 2010-03-06
 Wszyscy znamy opowieść o narodzinach Mojżesza. Pewna kobieta urodziła syna. Ukrywała go przez trzy miesiące, a następnie, nie mogąc dłużej go chować, wzięła skrzynkę z papirusu, powlekła ją żywicą i smołą, a następnie, włożywszy w nią dziecko, umieściła w sitowiu na brzegu rzeki. Chłopca znalazła córka faraona. Oddała go jego matce na czas karmienia, a potem, gdy chłopiec podrósł, wychowywał się na dworze faraona. W kolejnych wersetach drugiego rozdziału Księgi Wyjścia przenosimy się w czasie o dobre kilkanaście lat. Kiedy Mojżesz był już młodzieńcem, pewnego dnia zabił jednego z Egipcjan. Bojąc się konsekwencji swego czynu, uciekł do kraju Madianitów, gdzie spotkał Jetrę. Ten dał mu za żonę swoją córkę, Seforę. W ten sposób Mojżesz stał się pasterzem trzód Jetry. I w ten sposób dochodzimy do trzeciego rozdziału, czyli do fragmentu, który w liturgii Wielkiego Postu czytany jest w Niedzielę III Tygodnia roku C.
„Pewnego razu Mojżesz zaprowadził owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. Mojżesz widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego”. Czy w Starym Testamencie nie było tak, że kto zobaczył Boga, ten musiał umrzeć?
Racja. W niektórych tradycjach zobaczenie Boga jest jakby przekroczeniem niewidzialnej granicy: przejściem ze sfery profanum do sfery sacrum, czyli czymś, czego człowiekowi czynić nie wolno. Jednak Mojżesz - jak zobaczymy później w opisie zawarcia przymierza - w wielu aspektach różni się od innych osób, którym ukazał się Bóg. Jest kimś bardzo szczególnym...
Ale dlaczego Boga nie można było zobaczyć? Dlaczego groziło to śmiercią? Kiedyś, w czasie jednego z wykładów, moja pani profesor od teologii Starego Testamentu próbowała wytłumaczyć tę zagadkę w bardzo oryginalny, interesujący sposób... Otóż chodzi o to, że nasz ludzki sposób widzenia - czy tego chcemy, czy nie - jest aspektowy; rzeczywistość postrzegamy zawsze z jakiegoś punktu widzenia. Gdy patrzysz komuś w oczy, to nie widzisz jego pleców. Gdy patrzysz na krajobraz, leżąc na łące, doskonale zdajesz sobie sprawę, że z lotu ptaka świat wygląda zupełnie inaczej. Nie tak natomiast rzecz ma się ze słuchaniem. Słuchając, docieramy poza to, co jest zewnętrzne, i potrafimy wydobyć prawdę, wewnętrzną istotę rzeczy. W pewnym sensie słuchanie obiektywizuje rzeczywistość. Słuchając kogoś, poznajesz osobę właśnie jako osobę - uświadamiasz sobie jej przeżycia, troski, radości, problemy... Rozmawiając z kimś, doświadczasz obecności drugiej osoby, zaczynasz zdawać sobie sprawę, że słowa przekazują coś więcej niż tylko to, co znaczą...
Ciekawe... Jest coś jeszcze... Zauważ, że nasz wzrok utrwala obrazy, czyli robi jakby stop-klatki rzeczywistości, dzięki którym nasze wyobrażenie o świecie jest w miarę uporządkowane. Ale w odniesieniu do Pana Boga takie porządkowanie i systematyzowanie jest dość niebezpieczne - grozi tym, że człowiek zatrzyma się na poziomie idei i własnych wyobrażeń o Bogu. Gdyby coś takiego miało miejsce, oznaczałoby to duchową śmierć... Stąd - mówi Stary Testament - zobaczenie Pana rzeczywiście grozi śmiercią, natomiast słuchanie Jego głosu to droga życia. Przypomnij sobie słynne Credo Izraelitów: Słuchaj, Izraelu, Pan jest twoim Bogiem... (Pwt 6,4).
„Gdy zaś Pan ujrzał, że Mojżesz podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: «Mojżeszu, Mojżeszu!» On zaś odpowiedział: «Oto jestem». Rzekł mu Bóg: «Nie zbliżaj się tu! Zdejmij sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą»” (Wj 3,4-5). Gest zdjęcia sandałów jest znakiem szacunku, prawda? Właściwie trudno tu mówić o szacunku w potocznym rozumieniu tego słowa. Gdy człowiekowi ukazuje się Bóg, wówczas reakcją nie jest taki szacunek, jaki okazujemy sobie, spotykając się na ulicy, lecz poczucie egzystencjalnej trwogi i lęku. Izajasz po spotkaniu z Panem krzyczał: I powiedziałem: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!” (Iz 6,5).
Mojżesz - podobnie - zasłania sobie oczy i boi się spojrzeć... Rabin Izaak Cylkow, komentując ten werset, napisał, że przystęp do miejsca, w którym objawia się majestat Boży, jest śmiertelnemu i grzesznemu człowiekowi wzbroniony. Takie przekonanie nie jest przecież kwestią jakiegoś arbitralnego zakazu, lecz raczej naturalną reakcją płynącą - powiedziałbym - z natury tej niewyobrażalnej, ale dobrze wyczuwalnej różnicy panującej między istnieniem Boga i człowieka. Rzecz jasna, nie oznacza to, że nasze odniesienie do Boga ma być więzią zbudowaną na strachu czy lęku. Stąd jako odpowiedź na wołanie Izajasza możemy przeczytać słowa Boga z Księgi Ozeasza: Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja - Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać (Oz 11,9).
Mojżesz bał się spojrzeć na Boga, a Żydzi do dziś nie wypowiadają imienia Boga — Jahwe. Znaczenie takiego zwyczaju jest podobne, prawda? Zgadza się. Izraelici imię Jahwe wypowiadają jako ’ādōnāy, co zazwyczaj tłumaczy się jako Pan. Zresztą, nie tylko Izraelici... Od niedawna, bo od września 2008 roku, na polecenie papieża Benedykta XVI także w naszej liturgii imię Jahwe powinno być zawsze zastępowane słowami: Pan, ’ādōnāy lub kýrios.
Tło rozmowy Boga z Mojżeszem tworzą symbole. Góra to miejsce, gdzie niebo styka się z ziemią, gdzie to, co ludzkie, dotyka i spotyka się z tym, co Boskie. Pustynia jest miejscem ciszy, z którego Bóg przemawia do serca człowieka. No i ogień... Jak należy rozumieć symbol ognia? Zależy, czy chcemy zrozumieć ten symbol w odniesieniu do Pana Boga, czy do człowieka. Akurat w tym opowiadaniu obydwie drogi są możliwe.
W odniesieniu do Boga? Ogień jest czymś nieuchwytnym, czymś, co istnieje, a jednocześnie nie JEST tak, jak jest każda inna rzecz - nie ma stałej konsystencji i trudno go jakoś zmierzyć czy ogarnąć. Co więcej, jakakolwiek rzecz dotknięta ogniem, zmienia swą postać. Ogień jest piękny, ale - zwróć uwagę - jest pięknem, którego ty nie możesz dotknąć, gdyż cię zniszczy... Jest nieposkromionym żywiołem - w jednej chwili może się rozprzestrzenić i ogarnąć wszystko inne... Daje ci ciepło, jest więc źródłem energii, oświetla, ale jest też pewna granica, której nie możesz przekroczyć, zbliżając się do ognia.
Można też powiedzieć, że ogień jest czymś najbardziej tajemniczym — promieniuje, oświetla i w tym sensie jego istnienie jest bardziej ewidentne niż cokolwiek innego. Z innej strony, właśnie przez to, że nie można się do niego zbliżyć, nie można go dotknąć, pozostaje jakąś niezbadaną tajemnicą... Tak. I właśnie dlatego symbol ognia pojawia się w Biblii wraz imieniem Boga - z imieniem Jahwe. Jest to imię, które - jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego - właściwie stanowi odrzucenie jakiegokolwiek imienia.
To znaczy? Słowo Jahwe jest imieniem Boga. Ale gdy się uważnie zastanowisz, dojdziesz do wniosku, że to imię... nic nie mówi. Właściwie więcej ukrywa, niż ujawnia.
Zazwyczaj tłumaczy się, że imię to pochodzi od hebrajskiego „jestem, który jestem”, prawda? Tak. Wierz mi, setki tysięcy stronnic zapisano, próbując wytłumaczyć etymologię i znaczenie sformułowania: ’ehyeh ’ăšer ’ehyeh. Zastanawiano się nad możliwością wyprowadzenia znaczenia ’ehyehz języka egipskiego. Przez jakiś czas sądzono, że źródłosłowem jest w tym przypadku rdzeń hwh, który może oznaczać: upaść - Bóg, który trzęsie ziemią - lub: kochać z pasją - Bóg, który kocha z oddaniem. Dziś w dyskusji większość naukowców nie kwestionuje twierdzenia, że chodzi tu raczej o rdzeń: hyh - być. Ale jak przetłumaczyć imię? Jestem tym, który jest? Jestem tym, co jest? Jestem będącym? Jestem, który jestem?. Z punktu widzenia filologii wszystkie rozwiązania są poprawne. Problem tkwi jednak gdzieś indziej... Otóż, gdy powiesz komuś: ja jestem..., wówczas twój rozmówca będzie oczekiwał, że dokończysz zdanie i powiesz, kim jesteś. Bo dopiero druga część zdania wniesie istotne informacje dotyczące treści, czyli tego, co o sobie chcesz powiedzieć: ja jestem... mężczyzną, mieszkańcem Krakowa, studentem itd. Tradycja scholastyczna słusznie rozróżniała istnienie - to, że coś jest - i istotę - to, że coś jest czymś. Wprawdzie myśl biblijna daleka jest od rozważań metafizyków, to jednak faktem jest, że imię Boga nie mówi, kim lub czym On jest w sensie treściowym. To imię nic nie odkrywa. Wprost przeciwnie - zakrywa... Czytając imię Jahwe, możemy powiedzieć za prorokiem Izajaszem: Prawdziwie Tyś Bogiem ukrytym, Boże Izraela, Zbawco! (Iz 54,15). Stąd uważam, że zwyczaj Izraelitów, by nie wypowiadać imienia Jahwe, w pewnym sensie lepiej współgra ze znaczeniem słowa. Mówienie ma za zadanie odkrywanie treści, natomiast milczenie skrywa w sobie niedostępną tajemnicę albo jest znakiem czegoś, czego nie da się powiedzieć...
Mówiąc Mojżeszowi swoje tajemnicze imię, Bóg - mimo wszystko - daje się jakoś poznać - przypomina przeszłość: „Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba” (Wj 3,6), a następnie daje obietnicę dotyczącą przyszłości: „...i będę z tobą” (Wj 3,12). Ale widzisz, to już jest zupełnie inne i - powiedziałbym - bardziej właściwe podejście do problemu. Jeśli ktoś usiłuje za wszelką cenę wyłuskać z imienia Boga coś odnoszącego się do Jego istoty, oznacza to, że taka osoba ma dość statyczny sposób rozumienia tego, czym jest objawienie. Lecz spójrz: imię Boga zostało wyrażone czasownikiem, a nie rzeczownikiem! Myśl biblijna - jak właśnie zauważyłeś - ma charakter dynamiczny. Bóg jest z człowiekiem, a to znaczy, że tak osobista historia każdego człowieka, jak i historia całego narodu, jest historią zbawienia. Uczestnicząc w historii, człowiek poznaje, kim jest Bóg. Dlatego Izraelita by powiedział: Chcesz mi powiedzieć coś o Bogu? Więc opowiedz mi twoją historię zbawienia. Opowiedz, czego Pan dokonał w historii twoich przodków. Rozumiesz, dlaczego Biblia została spisana jako historia? J.B. Metz bardzo trafnie powiedział, że biblijna koncepcja objawienia opiera się na trzech filarach, którymi są: wydarzenie, pamięć i narracja.
Wracając do tekstu Biblii, chciałbym zauważyć, że Mojżesz mimo wszystko boi się... Powiem więcej: ten jego lęk jest tak bardzo ludzki. Autor natchniony jest tu mistrzem pióra i świetnie zarysowuje psychologię opowiadania. Wypowiedzi Mojżesza są krótkie, ale impulsywne - tak, jakby Mojżesz chciał się przed czymś bronić i uciec... Za to wypowiedzi Boga są długie, łagodne, pełne cierpliwości... Dwa rodzaje głosów nakładają się na siebie i oto Mojżesz w tak pomyślanej narracji stopniowo ulega Panu.
To, przed czym najbardziej się bronił, to zadanie, które teraz otrzyma. Bóg mówi mu: „Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu” (Wj 3,10), a Mojżesz na to: „Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?” (Wj 3,11). Szczerze mówiąc, nie dziwię się takiej reakcji. To było dość ryzykowne... No... Z punktu widzenia realiów historii pójść do faraona i żądać wypuszczenia niewolników na wolność oznaczało w zasadzie to samo co popełnić samobójstwo. Lecz przypomnę to, co powiedziałem na początku naszej rozmowy: w Księdze Wyjścia konfrontacja życia i śmierci ukazana jest zawsze w taki sposób, że siły śmierci - patrząc po ludzku - są nieporównywalnie większe, a jednak nie zdołają zniszczyć życia.
Na potwierdzenie wiarygodności swych słów, Bóg obiecuje Mojżeszowi znak... Ale dziwny jest ten znak - ma być nim właśnie to, że Izraelici opuszczą Egipt. No więc właśnie... Czytając Biblię, przyzwyczailiśmy się do klasycznych znaków, które są uwiarygodnieniem i jakby przedsmakiem tego, co dopiero ma się stać. Przypomnij sobie np. słynne runo Gedeona z Księgi Sędziów (por. Sdz 6,34-40). Tymczasem tu znak dany przez Boga nie wyprzedza wydarzeń, lecz znakiem ma być samo wydarzenie. Autor biblijny chce nam najprawdopodobniej powiedzieć, że oto Bóg próbuje przygotować Mojżesza do jego nowej misji. Chce nie tylko wprowadzić go w przygodę wiary, lecz od razu chce go wrzucić na głęboką wodę. W końcu Mojżesz za chwilę podejmie się jednego z najważniejszych zadań w całej historii zbawienia! Będzie musiał wyprowadzić Izraelitów z Egiptu i doprowadzić ich do Ziemi Obiecanej. Zgodzisz się ze mną, że do tak ważnej misji musi być powołany ktoś zaufany i dobrze wypróbowany...
Czyli w pewnym sensie Mojżesz odkrywa tutaj swoje powołanie? Tak, oczywiście. Z punktu widzenia gatunków literackich mamy tu narrację zawierającą elementy typowe dla biblijnych opowiadań o powołaniu. Spójrz na samą formułę wprowadzającą: Pan zawołał: „Mojżeszu, Mojżeszu!”; On zaś odpowiedział: „Oto jestem” i porównaj ją z innymi opowieściami tego typu...
źródło: Adam Ligęza, Michał Wilk, http://www.wiara.pl/ Ostatnio dodane informacje
XVII Hosanna Festival
Zmarł Ksiądz Prałat Eugeniusz Matyska
III Parafialny Festyn Integracyjny o Puchar Księdza Proboszcza
Odpust parafialny ku czci św. Krzysztofa
XXX Piesza Podlaska Pielgrzymka na Jasną Górę
Siedlce: Hosanna Festival 2010
KSM-owski spływ kajakowy
Już w niedzielę KSM-owskie ognisko!
\
Koczowisko ministranckie
|