Czwartek, 9 września 2010       Imieniny: Aldony, Jakuba, Sergiusza

 

 

 

 

 

Liturgia Słowa na dziś »


Informacje z parafii Ogłoszenia parafialne Intencje mszalne Kalendarz wydarzeń Fotogaleria Serwis KRP Serwis e-KAI

Aktualności parafialne

I Niedziela Wielkiego Postu: potrójne kuszenie Jezusa
2010-02-20

Opowiadanie o kuszeniu u wszystkich trzech synoptyków rozpoczyna się podobnie: Jezus przez czterdzieści dni przebywał na pustyni, gdzie był kuszony przez szatana. Pustynia, szatan, symboliczna liczba czterdzieści - to wspólne elementy tradycji... Zacznijmy od wytłumaczenia, co symbolizuje pustynia... Zanim przejdziemy do symboliki tekstu, najpierw musimy zwrócić uwagę na to, że w tym opowiadaniu chodzi o konkretne miejsce geograficzne - o pustynię leżącą w Judei, prawdopodobnie tę samą, na której działał Jan Chrzciciel. Mówimy o obszarze rozciągającym się na zachód od Morza Martwego i sięgającym aż po wzgórza judejskie. To właśnie tam poszedł Jezus. Packer opisuje to miejsce dość plastycznie: Ostre gołe skały znaczą jałowe połacie piasku. Gorące, niosące piasek wiatry tworzą ruchome wydmy. W dodatku w regionie tym bardzo rzadko padają deszcze... Pustynia biblijna daleka jest od naszych wyobrażeń pustyni piaszczystej.

Ale ustalenie położenia geograficznego nie wyklucza biblijnej symboliki pustyni, prawda?
Jasne, że nie. Wychodząc od obserwacji samej Ewangelii Marka, moglibyśmy powiedzieć, że pustynia jest symbolem czegoś bardzo zwykłego i codziennego: wyciszenia, odpoczynku, spokoju.
Ewangelista Marek wiele razy wspomina, że Jezus chodził na pustynie, by odpocząć. Te wtrącenia, mimo iż pojawiają się jakby mimochodem, tworzą w Ewangelii mocny kontrast z fragmentami opisującymi działalność Jezusa w miastach. Weźmy np. słynny opis działalności Jezusa w Kafarnaum: Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi (Mk 1,32-33). I chwilę potem ma miejsce upragniony odpoczynek: Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił (Mk 1,35).
Widzisz wielopoziomowy kontrast tych dwóch wersetów? Wieczór - poranek, tłum z całego miasta - samotność, miasto - pustynia, po zachodzie słońca - przed wschodem... Takie konstrukcje literackie, typowe dla Marka, świetnie uwypuklają symbolikę pustyni.
W innym miejscu Jezus wysyła na pustynię swych uczniów: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco! (Mk 6,31a). A ewangelista dodaje: Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu (Mk 6,31b).

Rozmnożenie chleba też chyba ma miejsce na pustyni...
Racja. Bo pustynia to także miejsce cudów. W normalnej sytuacji - spójrzmy na pustynię oczyma wycieńczonego wędrowca, któremu brakuje jedzenia i wody - miejsce to przeraża groźbą śmierci, unicestwienia i bezruchu. Ale spojrzenie wiary prowadzi człowieka biblijnego do następującego wniosku: Bóg może wszystko! Gdy Bóg przemówi, wtedy dzieją się cuda - także na pustyni. A zatem pustynia to także miejsce Bożego zbawczego działania. Wspomniałeś rozmnożenie chlebów. Ale przypomnij sobie mannę zsyłaną Izraelitom z nieba, wodę wyprowadzoną przez Mojżesza ze skały i przepiórki... - wszystko to działo się na pustyni.

Czyli, gdy Bóg przemówi, wówczas miejsce, które do tej pory było obietnicą śmierci, teraz zapowiada życie...
W jednym z psalmów czytamy, że życie ludzkie jest jak trawa czy kwiat pojawiający się na pustyni (por. Ps 90,6). W przeciwieństwie do pustyni piaszczystej, gdzie prawie nic nie rośnie, w Palestynie - wśród kamieni i skał pustynnych połaci - co rano pojawiają się trawy, a niekiedy nawet kwiaty. Problem jednak w tym, że cud życia trwa zaledwie chwilę - roślinność usycha już po kilku godzinach, spieczona żarem południa. Życie na pustyni trwa trzy, może cztery godziny... Refleksja psalmisty rozwija się w oparciu o ten właśnie obraz, bo w kolejnych wersetach Psalmu 90 czytamy: Miarą życia człowieka jest lat siedemdziesiąt, osiemdziesiąt, gdy jesteśmy mocni... (Ps 90,10). Ale czym to jest w perspektywie Bożej wieczności? U Boga tysiąc lat jest jak jeden dzień, który właśnie minął... (por. Ps 90,4). Mimo to z obrazu pustkowia wyłania się pewien horyzont nadziei: czy sam fakt, że na pustyni pojawiają się kwiaty, nie jest czymś przedziwnym i wzbudzającym zachwyt? Znaleźć kwiat na pustyni to prawdziwy cud! Podobnie, można by powiedzieć, na pustyni codzienności też zdarzają się cuda, dla których warto żyć i które - pomimo kruchości i przemijalności naszego życia - wybiegają poza skończoność czasu i przenoszą nas w rzeczywistość Boskiej wieczności. Myślę o tych chwilach, gdy wydarza się miłość, gdy potrafimy kochać...

Na pustyni człowiek wsłuchuje się w głos Boga... W Biblii, ale także w innych starożytnych opowieściach, pustkowie oznacza wewnętrzne wyciszenie. Przed Jezusem na pustkowie szli Mojżesz, a później Eliasz - udali się tam po to, by móc poznać prawdę serca.
I tu dochodzimy do najważniejszego znaczenia pustyni. Pustynia to miejsce, gdzie człowiek nie tylko wsłuchuje się w głos Boga, lecz przede wszystkim idzie zmagać się z samym sobą, by stać się wewnętrznie wolnym i by umieć podejmować słuszne decyzje... Po hebrajsku pustynia to miejsce z-którego-przemawia-Bóg. Lecz głos Boży jest delikatny. Bóg mówi w głębi serca. Trzeba się dobrze wsłuchać, a to wymaga trochę czasu. Stąd człowiek, który idzie na pustynię słuchać Boga, musi być cierpliwy. W takim sensie symbol pustyni często łączy się z tajemniczą liczbą czterdzieści. Czterdzieści dni to czas jednego pokolenia, a więc symbol odpowiednio długiego czasu, dojrzałości i cierpliwości człowieka, gotowości nasłuchiwania...

Izraelici przebywali na pustyni czterdzieści lat (por. Wyj 16,35; Pwt 1,3; 2,7; 8,2.4; 29,4), ale także Mojżesz - zanim spotkał się z Bogiem twarzą w twarz (por. Wyj 24,18) - pościł czterdzieści dni (por. Wyj 34,28). Z kolei w Pierwszej Księdze Królewskiej czytamy, że Eliasz szedł ku Bożej górze Horeb czterdzieści dni i czterdzieści nocy (por. 1Krl 19,8).
Warto na to zwrócić uwagę, gdyż nie przypadkiem na górze Tabor w czasie Przemienienia Jezus będzie rozmawiał właśnie z Mojżeszem i Eliaszem.

Jakie są inne znaczenia liczby czterdzieści?
Czterdzieści to liczba symbolizująca niekiedy także Bożą karę - myślę przede wszystkim o potopie (por. Rdz 6,5), ale również Bożą bliskość. Jeden z apokryfów wspomina także, że Adam czterdzieści dni po stworzeniu został przeniesiony przez Boga do raju (por. Jub 3,9).

Jezus spotyka na pustyni diabła. To kolejny element opowiadania wspólny wszystkim synoptykom.
Tu akurat ewangeliści używają greckich słów diábolos (Mt 4,5; Łk 4,2) i satanas (Mk 1,13). Mówiąc o biblijnym szatanie łatwo popaść w dwie skrajności. Polegają one na tym, że z jednej strony istnieje niebezpieczeństwo przenoszenia na myśl biblijną tego wszystkiego, co jest owocem późniejszej refleksji teologicznej. To jest błąd metodologiczny. Refleksja teologiczna o diable, owszem, ma swoją historię, ale w Biblii idea zła nie ma jeszcze takiego znaczenia, jakie posiada dziś w teologii. Z drugiej strony, obserwując literacki rozwój idei, można dojść do błędnego przekonania, że szatan jest tylko literacką metaforą zła - symbolicznym ukazaniem zepsucia ludzkości na poziomie literackim. Obie drogi są niewłaściwe...

A zatem jak rozumieć diabła biblijnie i poprawnie?
Powiedziałbym, że słowo szatan oznacza przede wszystkim realną możliwość zagubienia się człowieka, prawdziwe zagrożenie wiecznego odejścia od Boga. Lecz - jak zauważa J. Ratzinger - w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że Bóg stworzył szatana. Bóg stworzył jedynie dobro. Zło nie jest jakimś samodzielnym bytem i w ogóle daje się pomyśleć wyłącznie jako negacja zachodząca w dobrej istocie. Ponadto musimy zwrócić uwagę na to, że w tradycji biblijnej bardzo wyraźnie widać długą ewolucję idei zła. Słowo satanas pojawia się u Marka i w innych ewangeliach dość często. Ale ciekawe jest to, że ilekroć nieprzyjaciele Jezusa mówią o złym, używają innego imienia: Belzebub (por. Mk 3,22; 8,33). W pismach z Qumran znajdujemy jeszcze inne określenie - Beliar, zaś Septuaginta, gdy tłumaczy hebrajski tekst na grekę, używa słowa diábolos. Stąd nasze słowo diabeł. Diabeł to ten, który oskarża ludzi przed Bogiem (por. Ap 12,10) - kusiciel mieszkający na niebiańskim dworze Boga (por. Za 3,1-3; Hi 1,6-12). Inne źródła przedstawiają go jako upadłego anioła namawiającego człowieka do zła (por. Mt 13,39; 25,41). Z kolei Jan nazywa go zabójcą, kłamcą i władcą tego świata (por. J 8,44; 12,31). Obrazy Nowego Testamentu są wsparciem dla naszego rozumu, ale - jako formy wypowiedzi - pochodzą z obserwacji świata widzialnego i zawsze pozostają symbolami, stąd nie należy interpretować ich dosłownie. Taka interpretacja niszczy treść, którą w sobie zawierają.

Ale czy można powiedzieć, że diabeł to byt osobowy?
Osobą jest człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga i powołany do miłości. Sam Bóg jest Miłością - miłosnym trwaniem Trzech Osób. Jeżeli rozumiemy termin osoba w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, to raczej trudno odnieść go do szatana. Szatan jest złem, które stanowi dla nas realne zagrożenie - niebezpieczeństwo polegające na tym, że osoba nie stanie się tym, do czego jest powołana w Bożym planie miłości. Szatan jest raczej zaprzeczeniem tego, czym jest osoba; jest - jak to ujął J. Ratzinger - antyosobą.

Wróćmy do tekstu Biblii. Powiedzieliśmy kilka słów o pustyni, szatanie i liczbie czterdzieści. Od tego momentu w Ewangeliach mamy duże rozbieżności. Tradycja biblijna zna trzy pokusy, jakich doświadczył Jezus: zamiana kamieni w chleb, skok z narożnika świątyni i pokłon, który Jezus miał oddać diabłu. Ale o tych trzech pokusach czytamy tylko u Mateusza i u Łukasza. Marek skraca wszystko do zaledwie dwóch wersetów...
Nie, to nie Marek skraca tekst, tylko Łukasz i Mateusz rozwijają tradycję, którą przejęli od Marka. Musimy pamiętać o chronologii powstania pism Nowego Testamentu. Przyjmuje się, że Ewangelia Marka została spisana ok. 68-73 roku, natomiast wersje Mateusza i Łukasza - około 85 roku.

W takim razie skąd Mateusz i Łukasz znali tradycję o trzech pokusach?
Jeżeli chodzi o Ewangelie synoptyczne, jest wiele opowiadań, które znajdujemy u Mateusza i u Łukasza, a których nie ma u Marka. O czym to świadczy?

Że korzystali z jakiegoś innego dokumentu, którego nie znał Marek?
Tak. Przyjmując podaną wyżej chronologię pism, bibliści doszli do wniosku, że skoro w dwóch późniejszych wersjach Dobrej Nowiny są wspólne wersety, których nie mamy u Marka, a Mateusz i Łukasz pisali Ewangelie najprawdopodobniej zupełnie niezależnie od siebie, to logiczne jest, by przyjąć, że musiało istnieć inne pismo, które posłużyło Mateuszowi i Łukaszowi jako źródło. Do dziś ślady istnienia takiego pisma nie zostały potwierdzone, zatem teoria ma wartość zupełnie hipotetyczną. Poza tym dziś hipotezy dotyczące tzw. problemu synoptycznego są bardzo rozbudowane i biorą pod uwagę wiele innych czynników. Jako że hipoteza, o której mówimy, zrodziła się wśród egzegetów niemieckich, a słowo źródło w języku niemieckim to Quelle, stąd hipotetyczny dokument umownie nazywamy źródłem Q. Wydaje się, że opisując trzy pokusy, ewangeliści korzystają z wcześniej spisanej tradycji.

Czyli przepisują coś, co nie dotrwało do naszych czasów, ale co prawdopodobnie było już spisane i znane przed ostateczną redakcją Ewangelii...
Tak, ale to przepisywanie nie było takie zupełnie mechaniczne. Ewangeliści dostosowali wcześniejszą tradycję do swoich własnych architektonicznych i teologicznych kompozycji Ewangelii. Zwróć uwagę na odwrócenie porządku drugiej i trzeciej pokusy. U Mateusza mamy sekwencję: pustynia - świątynia - góra, zaś u Łukasza: pustynia - góra - świątynia.

Kto zmienił kolejność?
No właśnie to jest problem. Musielibyśmy wiedzieć, jaki był pierwotny porządek opowiadania w źródle Q. A tego się nie dowiemy, dopóki Q pozostanie hipotezą... Jedyne, co możemy, to wysuwać kolejne hipotezy. Możemy założyć, że Q pokrywało się z porządkiem opowiadania Łukasza, a w takim wypadku Mateusz musiałby przestawić scenę z wysoką górą na koniec perykopy. Pozostaje jednak pytanie, po co miałby to robić... Może chciał podkreślić związek całego opowiadania z tym, co następuje bezpośrednio później, czyli z tradycją o tzw. Kazaniu na górze. Przemawia za tym jeden argument: w wersecie Mt 5,1 mówi się, że Jezus wychodzi na górę. Ale można założyć także inną ewentualność - być może sekwencja w źródle Q pokrywała się z tą, którą znajdujemy u Mateusza, co by znaczyło, że to Łukasz zmienił kolejność, przestawiając na koniec perykopy pokusę związaną ze świątynią. Na korzyść takiej możliwości przemawia fakt, że u Łukasza widzimy szczególne zainteresowanie teologią świątyni. Jego Ewangelia kończy się sceną w świątyni (por. Łk 24,52-53). Jak zatem było faktycznie? Nie dowiemy się tego, dopóki ktoś nie odnajdzie źródła Q.

Chleb, władza i pokłon
Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem” (Mt 4,3). Tak brzmi pierwsza pokusa. Na czym ona właściwie polega?
Na tym, by z jednej strony uczynić spektakularny cud - potwierdzić swą wielkość, a z drugiej - by zaspokoić głód.

Później Jezus rzeczywiście będzie rozmnażał chleb na pustyni...
Racja, ale to rozmnożenie będzie wyrazem posłuszeństwa woli Boga, a nie diabła. Stąd płynie pierwsza ważna dla nas wskazówka: nie wystarczy patrzeć na zewnętrzne, widzialne efekty działania Jezusa. Jeśli chcemy Go poznać, nie możemy interpretować Biblii powierzchownie, lecz dostrzegać znaczenie Jego czynów - to, co one wyrażają, ich wewnętrzny dynamizm. Gesty Jezusa są znakiem pełnienia woli Boga.

Jezus odpowiada szatanowi, cytując Księgę Powtórzonego Prawa...
W szerszym kontekście werset brzmi tak: Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, (...)bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana (Pwt 8,3). Jezus, odrzucając możliwość zamiany kamienia w chleb, prezentuje szersze spojrzenie na rzeczywistość - takie, jakie widzimy w Pwt 8,3. Chleb jest potrzebny, owszem, ale za cenę chleba człowiek nie może sprzeniewierzać się Bogu, gdyż - w biblijnym spojrzeniu na historię zbawienia - to właśnie Bóg dba o to, by nie zabrakło nam powszedniego chleba. Potwierdza to inny werset Księgi Powtórzonego Prawa: Przecież Pan, twój Bóg, który ci błogosławił w pracach twych rąk, opiekuje się twoją wędrówką po tej wielkiej pustyni. Oto czterdzieści lat Pan, twój Bóg, jest z tobą, i niczego ci nie brakowało (Pwt 2,7).

Ciekawe... Biorąc pod uwagę tylko fragment cytowany w Ewangelii, ktoś mógłby pomyśleć, że czymś naturalnym i dobrym jest zaspokajanie głodu. Szerszy kontekst jest jak wzbicie się w górę i popatrzenie na obraz z szerszej perspektywy - i wiele tłumaczy...
Zgadza się. Jezus odmawia szatanowi i tym samym nie wpada w pułapkę „ciasnego” myślenia. Zewnętrzny gest, który my obserwujemy oczami, w rzeczywistości jest biblijnym symbolem, którego treść jest dla nas wprost niewyczerpana: Jezus zachowuje dystans do siebie i do tego, co mógłby mu podpowiadać rozum - odrzuca pokusę nie tyle intelektem, co raczej odruchem serca wynikającym z wewnętrznej relacji z Bogiem - z zaufania. I właśnie dzięki takiej decyzji Jego relacja z Ojcem nie tylko nie zostanie zerwana, ale będzie potwierdzona i umocniona konkretem życia. Gdy później Jezus będzie wprowadzał uczniów w tajemnicę tej relacji, ucząc ich modlitwy Ojcze nasz, będzie miał - jeśli wolno mi tak powiedzieć - czyste sumienie. I, jak widzieliśmy wcześniej, to nie przypadek, że środkowa prośba tej modlitwy brzmi: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj...(Mt 6,11). Chcę pokazać coś, na co rzadko zwracamy uwagę: gdy zestawimy te dwie perykopy: kuszenie na pustyni i modlitwę Ojcze nasz, Jezus daje się nam poznać jako najbardziej wiarygodny przewodnik duchowy.

No dobrze. Jak to się mówi, bitwa zakończona, ale wojna trwa dalej. Przychodzi druga próba. „Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Odrzekł mu Jezus: «Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego»” (Mt 4,5-7). Jak rozumieć tę pokusę?
Trudno powiedzieć dokładnie, co ewangeliści mają na myśli, pisząc o tzw. narożniku świątyni. Wielu biblistów tłumaczy, że chodzi tutaj o najwyższy punkt budowli świątynnej. Niektórzy wskazują na szczyt tzw. krużganku Heroda, który miał wznosić się ponad doliną Cedronu. Mimo to trudno precyzyjnie ustalić, o którą część świątyni chodzi. Całkiem możliwe, że ewangeliści myśleli o którymś skrzydle świątynnym, ponieważ określenie najwyższy punkt (gr. pterýgion) pochodzi od słowa, które w terminologii architektonicznej oznaczało skrzydło budowli. A jeżeli faktycznie tak było, to werset ten może mieć interesujące podteksty teologiczne - może być aluzją do Psalmu 91, a konkretnie do słów: i schronisz siępod Jego skrzydła (Ps 91,4). Taka interpretacja jest o tyle prawdopodobna, że chwilę później sam szatan cytuje kolejne dwa wersety tego właśnie Psalmu: Bo swoim aniołom dałrozkaz o tobie, aby cięstrzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będącięnosili, abyśnie uraziłswej stopy o kamień (Ps 91,11-12). D.J. Harrington przypuszcza, że być może chodzi tutaj o ukrytą grę słów - możliwe, że odniesienie do szczególnego punktu świątyni wskazuje na biblijny fundament nauki Jezusa... To faktycznie jest prawdopodobne, tym bardziej że - jak już wspomniałem - ewangelie rozwijają teologię świątyni.

A na czym polega sama pokusa?
Na tym, by się przełamać, by narazić się na niebezpieczeństwo, wystawiając tym samym Pana Boga na próbę. Jeśli jesteś Synem Bożym... przełam swój strach, zaryzykuj! Wiesz przecież, że i tak nic ci nie grozi... Jesteś Synem Boga!

Pokusa adrenaliny?
No... A przy tym ryzykowanie życia na zasadzie: a może się uda... Bóg obroni... To jest właśnie kuszenie Boga. Zresztą, taki właśnie zwrot - kuszenie Boga - spotykamy w tym wersecie w staropolskim tłumaczeniu Biblii Jakuba Wujka. Ale Jezus nie kusi Ojca. Po raz drugi cytuje Księgę Powtórzonego Prawa: Nie będziecie wystawiali na próbę Pana, Boga waszego, jak wystawialiście Go na próbę w Massa (Pwt 6,16), a tym samym ucina dialog z szatanem. Ten cytat, podobnie jak poprzedni, ma szerszy kontekst i odsyła czytelnika Ewangelii do historii Izraela, a konkretnie do wędrówki przez pustynię.

A możesz przypomnieć, co takiego wydarzyło się w Massa?
W Lb 20,2-13 czytamy o tym, jak Izraelici stracili ufność i szemrali przeciw Mojżeszowi i Aaronowi: Lepiej by było, gdybyśmy zginęli, jak i bracia nasi, przed Panem. Czemuście wyprowadzili zgromadzenie Pana na pustynię, byśmy tu razem z naszym bydłem zginęli? (Lb 20,3-4). Ludzie nie mieli co jeść, odczuwali głód. Niewątpliwie byli w trudnym położeniu, ale czy to usprawiedliwia ich postawę? Wcześniej na własne oczy widzieli cuda, jakich Bóg dla nich dokonał, a tu prowokują Go do działania, narzekając i obwiniając Mojżesza. Bóg oczywiście dał im jeść, ale wypomniał im przy tym ich brak wiary. Zresztą, potem spotkała ich kara: Ponieważ Mi nie uwierzyliście i nie objawiliście mojej świętości wobec Izraelitów, dlatego wy nie wprowadzicie tego ludu do kraju, który im daję (Lb 20,12). Jezus jest na pustyni, odczuwa głód, ale nie kusi Boga.

„Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon»” (Mt 4,9-10). Trzecia próba - licząc według kolejności zaproponowanej przez Mateusza - to pokusa władzy.
Wszyscy odczuwamy czasem takie pragnienia: władza, bogactwo, być ważnym w czyichś oczach, być dla kogoś autorytetem, móc o czymś decydować... Tu mamy konkretny przykład: Jezus z wysokiej góry widzi wszystkie królestwa świata. Typowa ludzka pokusa... Święty Paweł w Liście do Koryntian mówi o niewiernych, których umysły zaślepiłbóg tego świata (por. 2Kor 4,4). Ciekawe, że w Ewangelii Jana diabeł jest nazywany bardzo podobnie: władca tego świata (por. J 12,31; 14,30; 16,11). W scenę kuszenia wpisany jest więc nieprawdopodobny paradoks: Król Królów (por. Ap 19,16) staje przed władcątego świata, a ten - o ironio! - proponuje Mu, że może podzielić się z nim swoją władzą. Stawia jednak jeden warunek. Mówi: chcesz mieć władzę nad światem? To oddaj mi pokłon! Według mnie ważniejszy niż sama pokusa jest ten warunek: oddanie pokłonu diabłu.

Dlaczego?
Bo tu diabeł uderza w samą relację Jezusa z Bogiem i chce ją zniszczyć. Pokłon jest symbolem religijnego uznania, czci... Pokłon oddany diabłu zniszczyłby relację Jezusa z Ojcem.

Jezus znów odpowiada, cytując Pismo: „Będziesz się bał Pana, Boga swego, będziesz Mu służył i na Jego imię będziesz przysięgał” (Pwt 6,13).
I tym samym po raz kolejny nawiązuje do opowiadania o próbach, jakich Izrael doświadczył na pustyni. Przypominasz sobie, że Izraelici, zwątpiwszy w Boga i nie mając nadziei na powrót Mojżesza z góry Synaj, zrobili sobie złotego cielca i jemu oddawali pokłon (por. Wj 32,1-10). To zresztą doprowadziło Mojżesza do skrajnej złości. Podsumowując, trzy pokusy Jezusa są literackim nawiązaniem do prób Izraela na pustyni. Jezus jest uczestnikiem tej samej historii - naprawdę stał się człowiekiem, naprawdę dzielił z nami nasz los. Historia Jego przodków jest Jego historią.

źródło: Adam Ligęza, Michał Wilk, "od popiołu do ognia", http://www.wiara.pl/


Ostatnio dodane informacje

XVII Hosanna Festival
Zmarł Ksiądz Prałat Eugeniusz Matyska
III Parafialny Festyn Integracyjny o Puchar Księdza Proboszcza
Odpust parafialny ku czci św. Krzysztofa
XXX Piesza Podlaska Pielgrzymka na Jasną Górę
Siedlce: Hosanna Festival 2010
KSM-owski spływ kajakowy
Już w niedzielę KSM-owskie ognisko!
\
Koczowisko ministranckie


Fotogaleria


Festyn o Puchar Proboszcza
własne 2010-08-02
zobacz
Kalendarz wydarzeń
13 września 2010 (poniedziałek) godz. 18.00.
Nabożeństwo Fatimskie prowadzone przez wiernych z Suchej Starej (kościół)

Zobacz cały kalendarz

 
 
statystyka
Parafia MB Królowej Korony Polskiej w Kopciach